Dla mnie ten remis to nasza porażka – graliście znacznie lepiej niż my. Gdybyście nie mieli problemu z liczebnością sądzę, że ta bitwa była by wasza. Po pierwsze uznanie dla waszych czołgistów. Po zajęciu wyspy obstawili wszelkie drogi do niej prowadzące. Osłaniając się wzajemnie ogniem rozbijali nasze frontalne ataki. Pozostało nam przekradanie się między waszymi pozycjami małymi grupkami, przenikanie na teren flagi w miasteczku i wyszarzanie jej czekając na posiłki. A gdy udało nam się was odrzucić z pozycji na północ od miasteczka i uderzyć cała kompanią – zażarta walka na terenie tej flagi z jej wszystkimi budynkami. Bez możliwości wzajemnego krycia się, pojedynki 1 na 1 wśród eksplozji granatów, na karabiny, pistolety i noże. Dowodziłem piechotą mojej kompani w ataku na ta flagę. Ilekroć udało nam się ja oczyścić i przejąć, ledwie rozwinęliśmy jej obronę. Już szerokimi uliczkami miasteczka od strony kościoła pędziły T34, rozjeżdżając PzIII przydzielone do mojej kompani, a za nimi podążała piechota. Przy konieczności obstawienia południowego mostu, mogliśmy zapomnieć o przejściu do natarcia w kierunku kościoła. Najgorszy był jednak ten nieszczęsny kościół. Dostałem trzech ludzi i miałem za zadanie jego utrzymanie, wsparty ludźmi z kompani Stosstrupen Jeager, która atakował z tej pozycji miasteczko. Ostrzeliwani katiuszą, działami czołgów na południowym brzegu rzeki i koszeni ogniem karabinów maszynowych na otwartej przestrzeni między kościołem a miasteczkiem. Pozostawało nam tylko czekać na was pod osłona murów kościoła i otaczających go zabudowań i próbować wypadów na tyły waszych czołgistów pod osłoną koryta rzeki i tylko, gdy na chwile satchelami i butelkami z benzyną, przy wsparciu lotnictwa udało się odeprzeć wasze czołgi. Minowaliśmy most i wycofując się przed znów nadjeżdżającymi czołgami, chroniliśmy się w zabudowaniach kościoła ponownie oczekując na waszą piechotę. Mimo wielokrotnego wyszarzania, straciłem flagę tylko raz podczas mojej służby tam. Jednak pomimo tego, że najczęściej moja kompania była przydzielania do obrony podczas dotychczasowych bitew, to zawszę nadarzała się okazja przejścia do ataku. Tym razem jednak wybiliście nam z ręki inicjatywę i zepchnęliście nas do obrony.
Cóż jedną z niewielu wad bycia oficerem, jest konieczność słyszenia wypowiedzi Dutcha na kanale dowództwa na TSie, w trakcie bitwy – wierzcie mi nie jest to przyjemność... Najgorsza jest jednak pyskówka na forum oficerskim i obwinianie wszystkich oprócz siebie. Tym razem nie dostało się „buntownikom” z 101 pułku, lecz jakoby „lamom” z {FB}. Jest to tym bardziej irytujące, że podczas tej bitwy jego trupie główki, nie błysnęły niczym szczególnym, poza kilkoma atakami z zaskoczenia na kościół. Ale olać to, tu musze się zgodzić z moim dowódcą o anielskiej wręcz czasem cierpliwości ze nie ma, co Dutchem dyskutować tylko robić swoje. Inaczej można stracić cała przyjemność z gry. A swoją drogą służenie w buntowniczej kompani bardzo mi pasuje.
Nie mogę się już doczekać następnej bitwy. Pozdrawiam i do zobaczenia!