pol roku temu stworzylem sobie mini siec - slackware podlaczony do netu, a do niego dopiero moj "bf z windąXP

"
tak wiec przez pol roku olewalem waskim sikiem wszystkie wirusy, robaki, trojany i co tam jeszcze...
3 tygodnie temu w koncu wypierdzielilem linuxa, bo stwierdzilem ze mam z nim tylko same problemy
juz po kilku minutach po podlaczeniu windozy bezposrednio do netu pojawilo sie okienko zamykajace windoze
na poczatku myslalem ze cos jest ze sprzetem wiec sprawdzalem sprzet, instalowalem ponownie windoze, zrobilem formata i nic...
zmarnowalem wieleee godzin...
dopiero pozniej sobie przypomnialem o podobnym watku na tym forum, przy sciaganiu patcha powstrzymywalem restart systemu z kilkanascie razy.
w koncu udalo sie sciagnac i zainstalowac patcha i jakiegos antywirusa (ktory wykryl przy okazji troche innych bakterii wirusow i grzybow)
i tak oto zaoszczedzilem sobie problemow usuwajac linuxowy router...
to nie koniec problemow pt "bezposrednie polaczenie windowsa do sieci"
juz mam po dziurki w nosie tego windowsowego szajsu.
Zainstalowanie i skonfigurowanie linuxa jako routera to kwestia 30-60min, oszczedza sie czas w walce z irusami i grzybami... w zasadzie to mozna wywalic program antywirusowy
